Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabrielle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabrielle. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

OD Gabrielle DO Kogoś

Wyszłam. Nie byłam zła, ani wściekła. Bardziej... zagubiona. Trudno. Poszłam do swojej jaskini. Wolałam być sama.... Nigdy nie miałam bliższego kontaku z innym wilkiem. Nie mogłam tego znieść. Poszłam nad urwisko. Usiadłam na jego szczycie i zapatrzyłam się w Księżyc i gwiazdy. Zaczęłam śpiewać:




Nigdy nie miałam rodzeństwa. Ale kiedyś przechodziłam koło jednej watahy... 


<Jeśli ktoś chce niech odpisze >

OD LUCY: Trochę duży film. Sorka.

wtorek, 20 stycznia 2015

OD Gabrielle DO Krissa

-Zostawiłeś coś.ZNOWU.-Wysyczałam. Rzuciłam mu sztylet. Zaspany, nie złapał i dostał po łbie.
-Jał! To bolało.
-I dobrze-warknęłam, wychodząc z jaskini. Nie mogę doczekać się wiosny. Wyniesiemy się z tąd.
<Kriss? Zatrzymałeś mnie? Jeśli nie to dobrze dla ciebie>

niedziela, 18 stycznia 2015

OD Gabrielle DO Krissa

-Hija, Malam!-zawołałam. Klacz zarżała i stanęła dęba-czegoś zapomniałeś-powiedziałam w powietrzu do Krissa. Rzuciłam jego sztylet. Ostrze wbiło się w ziemię. Basior podskoczył przerażony. Ale nas już nie było-klacz pognała dalej. Czułam wiatr w sierści. Zaczarowałam kaptur, tak, aby się nie zsunął. 
Jechałyśmy pracować-jeden z księżycowych ludzi poprosił o zagonienie jego kozic-wilk, który mu pomagał struł się niedawno. Przybyłyśmy na polanę, na której znalazłam moje pegazy-na południowym skraju mieszkał ów ludź. Wyszedł z chaty.
-Witaj, Gabrielle-zawołał do mnie. Był niski, stary, a skórę, ubranie i włosy miał białe, jak księżyc.
-Witaj, Sterorze-zawołałam. Zdjęłam kaptur.
-Musisz go nosić?-zapytał z troską.
-Niestety. Ah, chciałam ci przedstawić Malam, moją klacz.
Witaj (Malam)
Tak. Piękna jesteś (Steror)Klacz spuściła skromnie oczy.
-Więc jak, bierzemy się do roboty, nie?
-Owszem. Aha, zapomniał bym ci przypomnieć-nienawidzę wilków, ale ty jesteś tym jedynym, najjedyniejszym wyjątkiem.
-Oj, weź-zaśmiałam się. W oddali widać było jedzące kozy. Westchnęłam.
Więc jak mała, bierzemy się, nie? (Ja)
Ech.... Zgubię parę kilo 
-Heja, wio-powiedziałam, uciskając boki klaczy. Malam ruszyła z kopyta. Kozy podniosły głowy. Ruszyły na przód. Dałam klaczy znak, aby wzbiła się w powietrze. Wylądowała przed zwierzętami, które rozpierzchły się na boki. Wyczarowałam iluzje nas samych, które galopowały po lewej i prawej. Kozy, nie widząc innego wyjścia, zaczęły podskakiwać, kilka metrów nad ziemię. Kolejne widmo dołączyło do nas. Zwierzęta zaczęła przeraźliwie meczeć ze strachu. Byliśmy już nie daleko od zagrody. Kozice wpadły między płot. Udało się!
-Nieźle wam poszło. Znacznie szybciej niż dwa lata temu-pochwalił nas mój przyjaciel-twoja magia jest niezła. Gratulacje.
-Dzięki. Trzymaj się, jak coś, jestem do dyspozycji.
-Oczywiście. Będę pamiętać-uśmiechnął się.
Naciągnęłam kaptur i pomachałam mu łapą. Ucisnęłam łapami boki Malam, a klacz ruszyła z kopyta. Kilka minut potem byliśmy już przy naszej jaskini.
<Kriss?>

sobota, 17 stycznia 2015

OD Gabrielle DO Krissa

Milczałam. Nie wychodził.
-Zapomniałeś gdzie są drzwi?
-Yyyy....
-Wyjdź. Mam ciebie powoli dość.
-No dobrze.... Cześć....
Nie odpowiedziałam. Pff... Będzie mi jeszcze gitarę zawracał. Czułam się jak drzewo podczas huraganu. U-L-E-G-L-E. Czyli źle. Wściekłam się na samą siebie. Wyszłam na dwór, zaczęłam zbierać zeschłą trawę, rwąc ją ze wściekłością. Wzięłam jedną ze skór i uszyłam kukłę-wilka. Napchałam tam słomy i trawy. Zszyłam brzuch i nabiłam na pal, tak, aby stała. Wzięłam miecz. Przećwiczyłam kilka ciosów. Cięcie z przewrotu, z półobrotu, podcięcie łap z przeturlania. Ostatecznie, zakończyłam sesję twutaktem w brzuch. Poczułam ulgę. Lepiej, o wiele... Był to nawet niezły pomysł. Szkoda tylko, że tak mało zaawansowany... Można by to jakoś udoskonalić... Tak aby też wykonywały ruchy bronią. Ale nad tym się pomyśli. Sprzątnęłam słomę z ziemi. Wspięłam się na drzewo i klapnęłam na plecy. Kaptur zsunął się. Naokoło mnie latały błękitne świetliki. Nie były to zwierzęta, tylko magiczny pył. Poczułam równowagę. Po raz pierwszy od czasu przybycia tu.
<Kriss?>

OD Gabrielle DO Krissa

Malam
Nak Atru
Gabrielle

-Na Księżyc, czy ja nie mogę mieć chociaż trochę prywatności?-krzyknęłam w głos.
Nie przejmuj się. 
Po co się tu przeteleportował? Tylko, żeby powiedzieć mi ,,Przepraszam"?
Najwyraźniej...
Ychh...

Szliśmy w milczeniu. Konie musiały czasem przyśpieszać, aby za mną nadążyć.
Malam!
Co?
Mogę na ciebie wsiąść? 
Jasne. Wskakuj

Klacz położyła się. Wskoczyłam zgrabnie.
Leć do nas. Nak Atru, lecisz za nami?
Tak

Malam uderzyła parę razy motylimi skrzydłami. Wznieśliśmy się. Przytrzymywałam kaptur. Klacz rozglądała się przez moment, poteem, niepostrzeżenie wystartowała w stronę mojej jaskini. Znazleźliśmy się w środku. Zanim jeszcze wylądowała, zaskoczyłam z niej i wpadłam do siebie. Nie uwieżycie, kogo tam znalazłam.
-Co ty tu robisz?-zapytałam oschle.
<Kriss?>

piątek, 16 stycznia 2015

OD Gabrielle DO Krissa i Lucy

Nak Atru
Malam
Gabrielle

-No nic-powiedziałam-Nak Atru, Malam, chodźcie!
Wyszliśmy.
Jak ja mogłam tak się z nim spoufalić? 
Spokojnie
Nie podchodź blisko do węża, o którego gatunku nie masz pojęcia 
Wiem, ale
Hymmm? 
Może nie, że się zakochałam, ale coś między tym a przyjaźnią
Gabrielle!
Musisz uważać. Po za tym, nie możesz z nikim...
Wiem. Może będziemy się też stąd wynosić
Zastanów się
Nie będziemy cię pospieszać

<Kriss? Lucy?>

OD Gabrielle DO Krissa

-Na miłość Boską, na moją Matkę i Noc!-przeklnęłam. Zaczęłam chichotać-z nas to są wariaci.
-Z ciebie, nie ze mnie.
-No chyba nie
-Tak.
-Nie.
-Tak-teraz Kriss też zaczął się śmiać. Ja tylko cichutko chichotałam.
-Nie. To ty jesteś wariatem.
-Nie, bo ty.
-Ty!
-Ty!
-Nie ja.
-Ja!
-Ha! I co, miałam rację!
-Yyy... Nie ja!
-Ty
<Kriss?>

OD Gabrielle DO Krissa

-Nie, to nie były one.
-To były one!
-Nie, nie były.
-Były!!
-Nie.
-TAK.
-Nie.
-TAK!
-Na Księżyc... to byli jedynie zwiadowcy... Nie mieli żadnych dodatkowych mieczy. Ubrani w zbroje. Elfy jeszcze nie wykuły twoivh mieczy. Spóźniają się.
-Skąd wiesz?
-Bo jest to logiczne- leśne elfy lekceważą nas, a wątpię aby ktokolwiek znalazł dla ciebie czas. Chyba, że się z nimi przyjaźnisz, a tak nie jest. Po za tym, widzieli i czuli, że byłam wilkiem. Zostawiliby bronie dla mnie.
<Kriss? Nie wkurzam się już na ciebie. Tylko focham >

czwartek, 15 stycznia 2015

OD Gabrielle DO Kogoś

Nak Atru
Malam
Gabrielle

Odwróciłam się na pięcie. Poszłam zapolować, wyczyścić umysł z emocji. Nagle, przed sobą usłyszałam kroki. Wyjrzałam zza krzaka. Przede mną stało dwóch elfów. Prychnęłam. Nienawidziłam ludzi, ale leśne elfy... tolerowałam? Niech będzie. Wstałam (po przykucnęłam na łapach) i wyszłam im na przeciw. Naciągnęli cięciwy łuków.
-Kim jesteś?!-krzyknął jeden. Uśmiechnęłam się lubieżnie.
-Zapominacie, że ten las nie należy do was...-szepnęłam. Popatrzyli na siebie.
-Kim jesteś, demonie?!-wykrzyknął ponownie. Zaśmiałam się.
-Och, zawsze zadziwiało mnie to, jak łatwo odgadujecie cudze oblicza-wyszeptałam. Na twarzach strażników zawitał strach. Moje oczy zajaśniały czerwienią. Postąpiłam dwa kroki naprzód. Jeden z nich wrzasnął i puścił cięciwę. Wyciągnęłam łapę. Strzała zatrzymała się. Oglądałam ją uwarznie, odwracając głowę. Pocisk kręcił się powoli.
-Jesteście dla mnie za wolni-rzekłam, nie odwracając głowy. Naraz, upuściłam ją i błyskawicznym ruchem wydobyłam sztylety. Elfy zdębiały.
-Powiedzcie swojemu królowi, aby nas nie lekcewałył. Noe chcemy wojny, ale prosimy o pamięć. Nie zapomnijcie-szepnęłam. Zmieniłam się w mgłę, mój śmiech rozbrzmiewał. A dopóki się nie rozpłynęła, w miejcu moich oczu, posostły dwie krwiste, puste i bezlitosne źrenice.


Byłam u siebie. Wyzbyłam się emocji. Ale nawet lepiej. Niezbyt podobały mi się elfy tak blisko nas.
Witaj 
Podskoczyłam. Nie zauważyłam klaczy.
Jak się czujesz? 
Dobrze. Poigrałam z elfami. Było fajnie 
Tak blisko? Oni?
Myślę, że nie zapuszczą się dalej

Ale... to nie jest bezpieczne
Wiem. Już nie będą 
Postanowiłam nieco się przespać. Konie nadal się pasły i rozmawiały między sobą. Zapadałam w błogi sen. Ale ktoś mi go przerwał. Wiedziałam, że nie chodzi o elfy, ich król nie poją na poważnie słów jego poddanych. Typowe. Ale... kto śmiał mi przeszkodzić?
<Kriss? Ktoś?>

środa, 14 stycznia 2015

OD Gabrielle

Zdjęcie:

Zdjęcie jako człowiek: 

Imię: Braven
Nazwisko: Dark
Pseudonim: -
Płeć: basior
Głos:
Wiek: 2 lata - 18 lat na ludzkie
Data urodzin: 13. 12
Charakter: Lubię przemoc. Nie jestem ślicznym wilczkiem. Lubię podrywać dziewczyny. Zły. Okrutny. Brutalny. Koniec
Historia: Pff.. Niech będzie. Kiedy byłem mały, niedźwiedź obrzarł mi te części ciała, których niema. Dzięki magi przeżyłem. Proszę. Kiedy dorosłem, zostałem wygnany-wilki bały się mnie, bo nie miałem oczu ,na pół kościotrup, zamiast ładnych, dużych skrzydeł rogi.
Rodzina: Wszyscy żyją
Wygląd: Szary basior, w niektórych miejscach (brzuch, ogon, żuchwa) brakuje mu skóry i mięsa. Ma małe skrzydła, oraz jelenie rogi. Skrzydła nie są wielkie i prawidłowo zbudowane.
Lubi: Przemoc i krew
Nie lubi: Miśków. Z wiadomych przyczyn-użarły mu większość ciała. I śmierdzą.
Stanowisko: na początku wszyscy to ety
Funkcja: zabójca, wojownik
Partner:-
Zauroczenie: Nie
Szczeniaczki:-
Jaskinia:

Talizman: Ma na szyi, na zdjęciu
Żywioł: Śmierć, mrok
Moce: Generalne:
Umie zabić spojrzeniem i na życzenie
Umie sprawić, aby stała się ciemność
Umie sprawić, by nastało zaćmienie słońca i księżyca
Talenty:
Ciche chodzenie
Doskonały w zabójstwach
Umie się teleportować (ale latać nie)
Genialnie nadziewa na rogi
Galeria:
Właściciel:

OD Gabrielle DO Krissa

-Słuchaj, bo chyba nie zrozumiałeś. NIE WAŻ SIĘ MNIE PRZEMIENIAĆ W CIEŃ, JASNE? TO, ŻE TY TO WIESZ, NIE ZNACZY, ŻE INNI TEŻ MUSZĄ!-wrzasnęłam mu w twarz. Jak on śmiał? Nie wie z czym igra? Czemu jest taki lekkomyślny? Był nawet miły...
<Kriss? Jeśli nie kumasz, zajrzyj to swojego opo: Gabrielle chciał coś powiedzieć, ale zmieniłem ją w cień. Hymmm? Ogarniasz, czemu się pieklę?>

OD Gabrielle DO Krissa

Gabrielle
Nak Atru
Malam

-Czyś ty zdurniał!-krzyknęłam. Tak naprawdę powiedziałam o wiele gorsze słowo. Przemieniłam się i wezwałam pelerynę. W chwili powrotu do swojej postaci, miałam już zakrytą twarz
-Co ty sobie wyobrażasz! To miało być tajemnicą! Jesteś *********** (ocenzurowanym) ********!!!! (ocenzurowany)-wykrzyknęłam i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Ostre pazury przecięły skórę. Aż mu się głowa zachwiała. Wyciągnęłam sztylet
-Posłuchaj laluniu-wycedziłam i przyłożyłam go do jego szyi-nie myśl, że możesz sobie tak ze mną pogrywać, kapiszi? Jeszcze raz to zrobisz, a twoja głowa zawiśnie na najwyższym palu sosnowym. Pilnuj się....-z tymi słowami zachichotałam. Zmieniłam się w mgłę, a w miejscu sztyletu pojawił się ostry patyk. Wbił mu się w łapę, kiedy spadał. Dopóki mgła się nie rozpłynęła, naprzeciw basiora widniała para krwistoczerwonych oczu.

Wpadłam do swojej jaskini jak bomba. Malam i Nak Atru piły wodę z rzeczki. Na mój widok podniosły zdziwione łby. Wkopałam się pod słomę. Usłyszałam odgłos końskich kopyt. Moja kryjówk zaczęła się trząść. Nagle, słoma nad moją głową rozstąpiła się. Ujrzałam koński pysk, zjadający siano.
Co ty robisz? 
Jem. 
A ja się chowam. Oddawaj!
Nie. 
Nak Atru, ty też? 
Tak. Gadaj, co się stało 
Co on ci zrobił? 
Klacz podeszła i położyła się koło mnie.
No...
Opowiedziałam im wszystko. Pegazy słuchaly mnie uwarznie.
Świnia
Właśnie. Dobrze zrobiłaś. Nie rozmawiaj z nim 
Przytuliłam mocno oboje.
<Kriss?>

OD Gabrielle DO Krissa

~Odcięłam kawał mięsa. Wpakowałam go do juk. Zrobiłam tak jeszcze z paroma pasami. Potem zajęłam się jedzeniem. Odcięłam ciało rena i rwałam na kawałki zębami. W miejscu wbicia się zębów, pojawiały się czarne plamy, rozprzestrzeniające się na cały kawałem\k. Kriss patrzył na to ze niewielkim zdumieniem. Nie odzywaliśmy się do siebie. Kiedy skończyłam jeść, zaczekałam na basiora. Następnie obdarłam karibu ze skóry i wpakowałam do moich juk, które przyniosłam ze sobą do tej watahy. Ładne, czarne skórzane. Miałam zamiar iść, ale Kriss mnie powstrzymał.
-...
<Kriss?>

OD Gabrielle DO Krissa

-Nie. Dzięki. Ja poluję tak-pstryknęłam. Przede mną pojawił się królik. Wuciągnęłam sztylet. Jeden szybki ruch. Obkręciłam go na pazurze i włożyłam do pochwy-.chociaż... w sumie mogłoby być fajnie. Na co polujemy?-rzuciłam zajęczaka smokowi. Zjadł go ze smakiem.
<Kriss?>

wtorek, 13 stycznia 2015

OD Gabrielle DO Krissa

-Twoje zamówienie-powiedziałam i rzuciłam do niego pakunek. Rozwinął skórę




-Świetna robota-odparł. Machnął nim parę razy w.powietrzu-ile płacę?-dodał, wyciągając sakiewkę.
-Na koszt firmy-szepnęłam i się uśmiechnęłam.
<Kriss?>

OD Gabrielle DO Krissa

-Yyy... już nic-powiedziałam. Wskoczyłam na jedno z drzew. Basior odwrócił się i odszedł.
Wydawał się miły. Co ci zrobił? 
Pod drzewem stanęła Malam. Zciągnęłam kaptur. Przewróciłam się na plecy.
Ech... no bo widzisz... sama nie wiem... nie ufam mu.
Czemu?
Wilki są czasem prawdziwymi świniami. Ale nie tak jak ludzie. Nie rozumie... on włada tym wszystkim, ale sam nim nie jest. Nie może z nikogo zdjąć klątwy.
Malam wspięła się na tylne nogi i dotknęła mnie pyskiem. Przytuliłam się do niej. 
<Kriss?>

OD Gabrielle DO Krissa

-Tak-odparłam.
-Czemu?
-Nieważne. Obchodzić powinna cię jedynie własna skóra, którą stracisz, jeśli ujrzysz ją bez niego.
-Dobra... rozumiem.
-Nie kłam-prychnęłam i się odwróciłam. Pszeszłam parę metrów i usiadłam koło pegazów. Kriss zrobił to samo. Milvzeliśmy, lecz nagle Kriss przerwał ciszę.
<Kriss?>

OD Gabrielle DO Krissa

Uśmiechnęłam się do siebie. Szepnęłam do Malam. Klacz zmieniła się w jasną smugę i przemknęła z prędkością światła. Tak samo zrobił Nak Atra. Takie pegazy ludzie mylą z gwiazdami. Oczywiście spadającymi. Pegaz powoli zwaliniał, a błękitna otoczka wokół nas zanikała. Wylądowaliśmy w mojej jaskini. Rozejrzałam się wokół. Nie było nikogo. Wciągnęłam mocno powietrze. Nic nie wyczułam. Upewniłam się jeszcze parę razy. Nope. Podniosłam chwiejnie łapę. Chwila wachania. Przemogłam się jednak i błyskawicznym ruchem zdjęłam kaptur. Cień, który jeszcze dodatkowo mnie osłaniał, znikł. Odethnęłam i uśmiechnęłam się. Och, jake cudne uczucie!
Chodźcie
Dotknęłam umysłu pegazów. Spojrzały na mnie. Wprowadziłam je do jaskini.
-Tu będziecie spać-wskazałam miejsce, na któe właśnie wysypywałam siano- możecie paść się po całej jaskini i blisko niej. Tu nic wam nie grozi, ale nie możecie się zbytnio oddalać. Moje czary działają tylko w pobliżu. Pamiętajcie, że możecie mnie wezwać.
Oczywiście...
Będziemy pamiętać
Idę spać. A jak wy?
Też. Cieszę si, że możemy ci pomóc. Nie byliśmy dobrze traktowani.
Malam ułożyła się na sianie, a Nak Atru obok niej. Wcicnęłam się obok klaczy. Opowiedziałam im w myślach swoją historię. Wyjaśniłam, czemu nie mogę zdejmować kaptura. Pegazy są bardzo uczciwymi zwierzętami. Obiecały mi, że nikomu nie powiedzą i zmusiły mnie do rzucenia na nie zaklęcia niemowy-nie potrafiły łączyć się myślami z innymi i mówić o mojej tajemnicy nikomu. Zasnęłam, wtulona w granatowe ciało moich przyjaciół. Czułam, że będzie to coś więcej niż zwykłe ,,służę ci". Nie miałam zamiaru robić z nich niewolników. 
Rano obudziłam się na sianie. Pegazy pasły się blisko mnie, za rzeczką. Coś poruszyło się za zasłoną bluszczu. W panice naciągnęłam kaptur. Ledwo co, a do jaskini wszedł Kriss. Przestraszyłam się i odwróciłam głowę, wyczarowałam cień. Chyba nic nie widział...

< Kriss? Proszę? >

OD Gabrielle DO Krissa

-Dziękuję. Niezbyt lubię koty. Potrzebne mi potężne zwierzęta do zaganiania Księżyca-szepnęłam. Wskoczyłam zgrabnie na grzbiet smoka.
-Do Księżycowej doliny-wyszeptałam mu w ucho. Potężna bestia biła potężnymi skrzydłami, aż w końcu odetwała łapy od ziemi. Lecieliśmy na północ. Robiło się coraz zimniej. Po kilku chwilach, ujrzeliśmy ją.



Zniżyliśmy lot. Pod nami ujrzeliśmy stada galopujących pegazów nocy.
-Lądujemy-szepnęłam smokowi. Leciał jeszcze kilka chwil nad ziemią, aż w końcu postawił wszystkie cztery łapy na ziemi. Zeskoczyłam z niego zgrabnie. Potrzebne były mi dwa pegazy nocy. Wybrańców obdarzę wielką mocą i magią. Przed nami pasło się niewielkie stadko. Wszystkie konie podniosły głowy. Wypowiedziałam słowa, które mniej więcej znaczyły; chodźcie ze mną, dzieci nocy. Wzywam was ja, pani księżyca.
Po.tym zdaniu, pegazy zaczęły się cofać. Po chwili obróciły się i pognały na złamanie karku. Została tylko dwójka młodych koni, które chyba były źle postrzegane w stadzie. Klacz i ogier. Wachały się. Stały przed nami dłuższą chwilę. W końcu jednak zrobiły kilka kroków i pozwoliły się dotknąć. Polubiłam je. Bardzo. Wiedziałam, że będzie to początek prawdziwej przyjaźni. Klacz nazwałam Malam, a ogiera Nak Atra. Nie są to czcze imiona, mają swoje znaczenie.
<Kriss??>

niedziela, 11 stycznia 2015

OD Gabrielle DI Krissa

-Chodź, pokażę ci-zaproponowałam. 
-Chętnie, dzięki-odpowiedział. Nie szedł koło mnie, bardziej przemykał się pod drzewami. Po kilku minutach drogi, stanęliśmy przed otworem mojej jaskini. Panował w niej półmrok, tylko owoce drzew błyskały, ale nikomu nie przeszkadzały.
-Więc... Chciałeś zamówić broń, tak?
<Kriss?>