-Nie, to nie były one.
-To były one!
-Nie, nie były.
-Były!!
-Nie.
-TAK.
-Nie.
-TAK!
-Na Księżyc... to byli jedynie zwiadowcy... Nie mieli żadnych dodatkowych mieczy. Ubrani w zbroje. Elfy jeszcze nie wykuły twoivh mieczy. Spóźniają się.
-Skąd wiesz?
-Bo jest to logiczne- leśne elfy lekceważą nas, a wątpię aby ktokolwiek znalazł dla ciebie czas. Chyba, że się z nimi przyjaźnisz, a tak nie jest. Po za tym, widzieli i czuli, że byłam wilkiem. Zostawiliby bronie dla mnie.
<Kriss? Nie wkurzam się już na ciebie. Tylko focham >
Playlista
Strony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archer. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 stycznia 2015
czwartek, 15 stycznia 2015
OD Gabrielle DO Kogoś
Nak Atru
Malam
Gabrielle
Odwróciłam się na pięcie. Poszłam zapolować, wyczyścić umysł z emocji. Nagle, przed sobą usłyszałam kroki. Wyjrzałam zza krzaka. Przede mną stało dwóch elfów. Prychnęłam. Nienawidziłam ludzi, ale leśne elfy... tolerowałam? Niech będzie. Wstałam (po przykucnęłam na łapach) i wyszłam im na przeciw. Naciągnęli cięciwy łuków.
-Kim jesteś?!-krzyknął jeden. Uśmiechnęłam się lubieżnie.
-Zapominacie, że ten las nie należy do was...-szepnęłam. Popatrzyli na siebie.
-Kim jesteś, demonie?!-wykrzyknął ponownie. Zaśmiałam się.
-Och, zawsze zadziwiało mnie to, jak łatwo odgadujecie cudze oblicza-wyszeptałam. Na twarzach strażników zawitał strach. Moje oczy zajaśniały czerwienią. Postąpiłam dwa kroki naprzód. Jeden z nich wrzasnął i puścił cięciwę. Wyciągnęłam łapę. Strzała zatrzymała się. Oglądałam ją uwarznie, odwracając głowę. Pocisk kręcił się powoli.
-Jesteście dla mnie za wolni-rzekłam, nie odwracając głowy. Naraz, upuściłam ją i błyskawicznym ruchem wydobyłam sztylety. Elfy zdębiały.
-Powiedzcie swojemu królowi, aby nas nie lekcewałył. Noe chcemy wojny, ale prosimy o pamięć. Nie zapomnijcie-szepnęłam. Zmieniłam się w mgłę, mój śmiech rozbrzmiewał. A dopóki się nie rozpłynęła, w miejcu moich oczu, posostły dwie krwiste, puste i bezlitosne źrenice.
Byłam u siebie. Wyzbyłam się emocji. Ale nawet lepiej. Niezbyt podobały mi się elfy tak blisko nas.
Witaj
Podskoczyłam. Nie zauważyłam klaczy.
Jak się czujesz?
Dobrze. Poigrałam z elfami. Było fajnie
Tak blisko? Oni?
Myślę, że nie zapuszczą się dalej
Ale... to nie jest bezpieczne
Wiem. Już nie będą
Postanowiłam nieco się przespać. Konie nadal się pasły i rozmawiały między sobą. Zapadałam w błogi sen. Ale ktoś mi go przerwał. Wiedziałam, że nie chodzi o elfy, ich król nie poją na poważnie słów jego poddanych. Typowe. Ale... kto śmiał mi przeszkodzić?
<Kriss? Ktoś?>
Malam
Gabrielle
Odwróciłam się na pięcie. Poszłam zapolować, wyczyścić umysł z emocji. Nagle, przed sobą usłyszałam kroki. Wyjrzałam zza krzaka. Przede mną stało dwóch elfów. Prychnęłam. Nienawidziłam ludzi, ale leśne elfy... tolerowałam? Niech będzie. Wstałam (po przykucnęłam na łapach) i wyszłam im na przeciw. Naciągnęli cięciwy łuków.
-Kim jesteś?!-krzyknął jeden. Uśmiechnęłam się lubieżnie.
-Zapominacie, że ten las nie należy do was...-szepnęłam. Popatrzyli na siebie.
-Kim jesteś, demonie?!-wykrzyknął ponownie. Zaśmiałam się.
-Och, zawsze zadziwiało mnie to, jak łatwo odgadujecie cudze oblicza-wyszeptałam. Na twarzach strażników zawitał strach. Moje oczy zajaśniały czerwienią. Postąpiłam dwa kroki naprzód. Jeden z nich wrzasnął i puścił cięciwę. Wyciągnęłam łapę. Strzała zatrzymała się. Oglądałam ją uwarznie, odwracając głowę. Pocisk kręcił się powoli.
-Jesteście dla mnie za wolni-rzekłam, nie odwracając głowy. Naraz, upuściłam ją i błyskawicznym ruchem wydobyłam sztylety. Elfy zdębiały.
-Powiedzcie swojemu królowi, aby nas nie lekcewałył. Noe chcemy wojny, ale prosimy o pamięć. Nie zapomnijcie-szepnęłam. Zmieniłam się w mgłę, mój śmiech rozbrzmiewał. A dopóki się nie rozpłynęła, w miejcu moich oczu, posostły dwie krwiste, puste i bezlitosne źrenice.
Byłam u siebie. Wyzbyłam się emocji. Ale nawet lepiej. Niezbyt podobały mi się elfy tak blisko nas.
Witaj
Podskoczyłam. Nie zauważyłam klaczy.
Jak się czujesz?
Dobrze. Poigrałam z elfami. Było fajnie
Tak blisko? Oni?
Myślę, że nie zapuszczą się dalej
Ale... to nie jest bezpieczne
Wiem. Już nie będą
Postanowiłam nieco się przespać. Konie nadal się pasły i rozmawiały między sobą. Zapadałam w błogi sen. Ale ktoś mi go przerwał. Wiedziałam, że nie chodzi o elfy, ich król nie poją na poważnie słów jego poddanych. Typowe. Ale... kto śmiał mi przeszkodzić?
<Kriss? Ktoś?>
środa, 14 stycznia 2015
OD Gabrielle
Zdjęcie:
Zdjęcie jako człowiek:
Imię: Braven
Nazwisko: Dark
Pseudonim: -
Płeć: basior
Głos:
Wiek: 2 lata - 18 lat na ludzkie
Data urodzin: 13. 12
Charakter: Lubię przemoc. Nie jestem ślicznym wilczkiem. Lubię podrywać dziewczyny. Zły. Okrutny. Brutalny. Koniec
Historia: Pff.. Niech będzie. Kiedy byłem mały, niedźwiedź obrzarł mi te części ciała, których niema. Dzięki magi przeżyłem. Proszę. Kiedy dorosłem, zostałem wygnany-wilki bały się mnie, bo nie miałem oczu ,na pół kościotrup, zamiast ładnych, dużych skrzydeł rogi.
Rodzina: Wszyscy żyją
Wygląd: Szary basior, w niektórych miejscach (brzuch, ogon, żuchwa) brakuje mu skóry i mięsa. Ma małe skrzydła, oraz jelenie rogi. Skrzydła nie są wielkie i prawidłowo zbudowane.
Lubi: Przemoc i krew
Nie lubi: Miśków. Z wiadomych przyczyn-użarły mu większość ciała. I śmierdzą.
Stanowisko: na początku wszyscy to ety
Funkcja: zabójca, wojownik
Partner:-
Zauroczenie: Nie
Szczeniaczki:-
Jaskinia:
Talizman: Ma na szyi, na zdjęciu
Żywioł: Śmierć, mrok
Moce: Generalne:
Umie zabić spojrzeniem i na życzenie
Umie sprawić, aby stała się ciemność
Umie sprawić, by nastało zaćmienie słońca i księżyca
Talenty:
Ciche chodzenie
Doskonały w zabójstwach
Umie się teleportować (ale latać nie)
Genialnie nadziewa na rogi
Galeria:
Właściciel:
Zdjęcie jako człowiek:
Imię: Braven
Nazwisko: Dark
Pseudonim: -
Płeć: basior
Głos:
Wiek: 2 lata - 18 lat na ludzkie
Data urodzin: 13. 12
Charakter: Lubię przemoc. Nie jestem ślicznym wilczkiem. Lubię podrywać dziewczyny. Zły. Okrutny. Brutalny. Koniec
Historia: Pff.. Niech będzie. Kiedy byłem mały, niedźwiedź obrzarł mi te części ciała, których niema. Dzięki magi przeżyłem. Proszę. Kiedy dorosłem, zostałem wygnany-wilki bały się mnie, bo nie miałem oczu ,na pół kościotrup, zamiast ładnych, dużych skrzydeł rogi.
Rodzina: Wszyscy żyją
Wygląd: Szary basior, w niektórych miejscach (brzuch, ogon, żuchwa) brakuje mu skóry i mięsa. Ma małe skrzydła, oraz jelenie rogi. Skrzydła nie są wielkie i prawidłowo zbudowane.
Lubi: Przemoc i krew
Nie lubi: Miśków. Z wiadomych przyczyn-użarły mu większość ciała. I śmierdzą.
Stanowisko: na początku wszyscy to ety
Funkcja: zabójca, wojownik
Partner:-
Zauroczenie: Nie
Szczeniaczki:-
Jaskinia:
Talizman: Ma na szyi, na zdjęciu
Żywioł: Śmierć, mrok
Moce: Generalne:
Umie zabić spojrzeniem i na życzenie
Umie sprawić, aby stała się ciemność
Umie sprawić, by nastało zaćmienie słońca i księżyca
Talenty:
Ciche chodzenie
Doskonały w zabójstwach
Umie się teleportować (ale latać nie)
Genialnie nadziewa na rogi
Galeria:
Właściciel:
OD Gabrielle DO Krissa
-Słuchaj, bo chyba nie zrozumiałeś. NIE WAŻ SIĘ MNIE PRZEMIENIAĆ W CIEŃ, JASNE? TO, ŻE TY TO WIESZ, NIE ZNACZY, ŻE INNI TEŻ MUSZĄ!-wrzasnęłam mu w twarz. Jak on śmiał? Nie wie z czym igra? Czemu jest taki lekkomyślny? Był nawet miły...
<Kriss? Jeśli nie kumasz, zajrzyj to swojego opo: Gabrielle chciał coś powiedzieć, ale zmieniłem ją w cień. Hymmm? Ogarniasz, czemu się pieklę?>
<Kriss? Jeśli nie kumasz, zajrzyj to swojego opo: Gabrielle chciał coś powiedzieć, ale zmieniłem ją w cień. Hymmm? Ogarniasz, czemu się pieklę?>
OD Gabrielle DO Krissa
Gabrielle
Nak Atru
Malam
-Czyś ty zdurniał!-krzyknęłam. Tak naprawdę powiedziałam o wiele gorsze słowo. Przemieniłam się i wezwałam pelerynę. W chwili powrotu do swojej postaci, miałam już zakrytą twarz
-Co ty sobie wyobrażasz! To miało być tajemnicą! Jesteś *********** (ocenzurowanym) ********!!!! (ocenzurowany)-wykrzyknęłam i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Ostre pazury przecięły skórę. Aż mu się głowa zachwiała. Wyciągnęłam sztylet
-Posłuchaj laluniu-wycedziłam i przyłożyłam go do jego szyi-nie myśl, że możesz sobie tak ze mną pogrywać, kapiszi? Jeszcze raz to zrobisz, a twoja głowa zawiśnie na najwyższym palu sosnowym. Pilnuj się....-z tymi słowami zachichotałam. Zmieniłam się w mgłę, a w miejscu sztyletu pojawił się ostry patyk. Wbił mu się w łapę, kiedy spadał. Dopóki mgła się nie rozpłynęła, naprzeciw basiora widniała para krwistoczerwonych oczu.
Wpadłam do swojej jaskini jak bomba. Malam i Nak Atru piły wodę z rzeczki. Na mój widok podniosły zdziwione łby. Wkopałam się pod słomę. Usłyszałam odgłos końskich kopyt. Moja kryjówk zaczęła się trząść. Nagle, słoma nad moją głową rozstąpiła się. Ujrzałam koński pysk, zjadający siano.
Co ty robisz?
Jem.
A ja się chowam. Oddawaj!
Nie.
Nak Atru, ty też?
Tak. Gadaj, co się stało
Co on ci zrobił?
Klacz podeszła i położyła się koło mnie.
No...
Opowiedziałam im wszystko. Pegazy słuchaly mnie uwarznie.
Świnia
Właśnie. Dobrze zrobiłaś. Nie rozmawiaj z nim
Przytuliłam mocno oboje.
<Kriss?>
Nak Atru
Malam
-Czyś ty zdurniał!-krzyknęłam. Tak naprawdę powiedziałam o wiele gorsze słowo. Przemieniłam się i wezwałam pelerynę. W chwili powrotu do swojej postaci, miałam już zakrytą twarz
-Co ty sobie wyobrażasz! To miało być tajemnicą! Jesteś *********** (ocenzurowanym) ********!!!! (ocenzurowany)-wykrzyknęłam i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Ostre pazury przecięły skórę. Aż mu się głowa zachwiała. Wyciągnęłam sztylet
-Posłuchaj laluniu-wycedziłam i przyłożyłam go do jego szyi-nie myśl, że możesz sobie tak ze mną pogrywać, kapiszi? Jeszcze raz to zrobisz, a twoja głowa zawiśnie na najwyższym palu sosnowym. Pilnuj się....-z tymi słowami zachichotałam. Zmieniłam się w mgłę, a w miejscu sztyletu pojawił się ostry patyk. Wbił mu się w łapę, kiedy spadał. Dopóki mgła się nie rozpłynęła, naprzeciw basiora widniała para krwistoczerwonych oczu.
Wpadłam do swojej jaskini jak bomba. Malam i Nak Atru piły wodę z rzeczki. Na mój widok podniosły zdziwione łby. Wkopałam się pod słomę. Usłyszałam odgłos końskich kopyt. Moja kryjówk zaczęła się trząść. Nagle, słoma nad moją głową rozstąpiła się. Ujrzałam koński pysk, zjadający siano.
Co ty robisz?
Jem.
A ja się chowam. Oddawaj!
Nie.
Nak Atru, ty też?
Tak. Gadaj, co się stało
Co on ci zrobił?
Klacz podeszła i położyła się koło mnie.
No...
Opowiedziałam im wszystko. Pegazy słuchaly mnie uwarznie.
Świnia
Właśnie. Dobrze zrobiłaś. Nie rozmawiaj z nim
Przytuliłam mocno oboje.
<Kriss?>
OD Gabrielle DO Krissa
~Odcięłam kawał mięsa. Wpakowałam go do juk. Zrobiłam tak jeszcze z paroma pasami. Potem zajęłam się jedzeniem. Odcięłam ciało rena i rwałam na kawałki zębami. W miejscu wbicia się zębów, pojawiały się czarne plamy, rozprzestrzeniające się na cały kawałem\k. Kriss patrzył na to ze niewielkim zdumieniem. Nie odzywaliśmy się do siebie. Kiedy skończyłam jeść, zaczekałam na basiora. Następnie obdarłam karibu ze skóry i wpakowałam do moich juk, które przyniosłam ze sobą do tej watahy. Ładne, czarne skórzane. Miałam zamiar iść, ale Kriss mnie powstrzymał.
-...
<Kriss?>
-...
<Kriss?>
OD Gabrielle DO Krissa
-Nie. Dzięki. Ja poluję tak-pstryknęłam. Przede mną pojawił się królik. Wuciągnęłam sztylet. Jeden szybki ruch. Obkręciłam go na pazurze i włożyłam do pochwy-.chociaż... w sumie mogłoby być fajnie. Na co polujemy?-rzuciłam zajęczaka smokowi. Zjadł go ze smakiem.
<Kriss?>
<Kriss?>
wtorek, 13 stycznia 2015
OD Gabrielle DO Krissa
-Twoje zamówienie-powiedziałam i rzuciłam do niego pakunek. Rozwinął skórę
-Świetna robota-odparł. Machnął nim parę razy w.powietrzu-ile płacę?-dodał, wyciągając sakiewkę.
-Na koszt firmy-szepnęłam i się uśmiechnęłam.
<Kriss?>
-Na koszt firmy-szepnęłam i się uśmiechnęłam.
<Kriss?>
OD Gabrielle DO Krissa
-Yyy... już nic-powiedziałam. Wskoczyłam na jedno z drzew. Basior odwrócił się i odszedł.
Wydawał się miły. Co ci zrobił?
Pod drzewem stanęła Malam. Zciągnęłam kaptur. Przewróciłam się na plecy.
Ech... no bo widzisz... sama nie wiem... nie ufam mu.
Czemu?
Wilki są czasem prawdziwymi świniami. Ale nie tak jak ludzie. Nie rozumie... on włada tym wszystkim, ale sam nim nie jest. Nie może z nikogo zdjąć klątwy.
Malam wspięła się na tylne nogi i dotknęła mnie pyskiem. Przytuliłam się do niej.
<Kriss?>
Wydawał się miły. Co ci zrobił?
Pod drzewem stanęła Malam. Zciągnęłam kaptur. Przewróciłam się na plecy.
Ech... no bo widzisz... sama nie wiem... nie ufam mu.
Czemu?
Wilki są czasem prawdziwymi świniami. Ale nie tak jak ludzie. Nie rozumie... on włada tym wszystkim, ale sam nim nie jest. Nie może z nikogo zdjąć klątwy.
Malam wspięła się na tylne nogi i dotknęła mnie pyskiem. Przytuliłam się do niej.
<Kriss?>
OD Gabrielle DO Krissa
-Tak-odparłam.
-Czemu?
-Nieważne. Obchodzić powinna cię jedynie własna skóra, którą stracisz, jeśli ujrzysz ją bez niego.
-Dobra... rozumiem.
-Nie kłam-prychnęłam i się odwróciłam. Pszeszłam parę metrów i usiadłam koło pegazów. Kriss zrobił to samo. Milvzeliśmy, lecz nagle Kriss przerwał ciszę.
<Kriss?>
-Czemu?
-Nieważne. Obchodzić powinna cię jedynie własna skóra, którą stracisz, jeśli ujrzysz ją bez niego.
-Dobra... rozumiem.
-Nie kłam-prychnęłam i się odwróciłam. Pszeszłam parę metrów i usiadłam koło pegazów. Kriss zrobił to samo. Milvzeliśmy, lecz nagle Kriss przerwał ciszę.
<Kriss?>
OD Gabrielle DO Krissa
Uśmiechnęłam się do siebie. Szepnęłam do Malam. Klacz zmieniła się w jasną smugę i przemknęła z prędkością światła. Tak samo zrobił Nak Atra. Takie pegazy ludzie mylą z gwiazdami. Oczywiście spadającymi. Pegaz powoli zwaliniał, a błękitna otoczka wokół nas zanikała. Wylądowaliśmy w mojej jaskini. Rozejrzałam się wokół. Nie było nikogo. Wciągnęłam mocno powietrze. Nic nie wyczułam. Upewniłam się jeszcze parę razy. Nope. Podniosłam chwiejnie łapę. Chwila wachania. Przemogłam się jednak i błyskawicznym ruchem zdjęłam kaptur. Cień, który jeszcze dodatkowo mnie osłaniał, znikł. Odethnęłam i uśmiechnęłam się. Och, jake cudne uczucie!
Chodźcie
Dotknęłam umysłu pegazów. Spojrzały na mnie. Wprowadziłam je do jaskini.
-Tu będziecie spać-wskazałam miejsce, na któe właśnie wysypywałam siano- możecie paść się po całej jaskini i blisko niej. Tu nic wam nie grozi, ale nie możecie się zbytnio oddalać. Moje czary działają tylko w pobliżu. Pamiętajcie, że możecie mnie wezwać.
Oczywiście...
Będziemy pamiętać
Idę spać. A jak wy?
Też. Cieszę si, że możemy ci pomóc. Nie byliśmy dobrze traktowani.
Malam ułożyła się na sianie, a Nak Atru obok niej. Wcicnęłam się obok klaczy. Opowiedziałam im w myślach swoją historię. Wyjaśniłam, czemu nie mogę zdejmować kaptura. Pegazy są bardzo uczciwymi zwierzętami. Obiecały mi, że nikomu nie powiedzą i zmusiły mnie do rzucenia na nie zaklęcia niemowy-nie potrafiły łączyć się myślami z innymi i mówić o mojej tajemnicy nikomu. Zasnęłam, wtulona w granatowe ciało moich przyjaciół. Czułam, że będzie to coś więcej niż zwykłe ,,służę ci". Nie miałam zamiaru robić z nich niewolników.
Rano obudziłam się na sianie. Pegazy pasły się blisko mnie, za rzeczką. Coś poruszyło się za zasłoną bluszczu. W panice naciągnęłam kaptur. Ledwo co, a do jaskini wszedł Kriss. Przestraszyłam się i odwróciłam głowę, wyczarowałam cień. Chyba nic nie widział...
< Kriss? Proszę? >
Chodźcie
Dotknęłam umysłu pegazów. Spojrzały na mnie. Wprowadziłam je do jaskini.
-Tu będziecie spać-wskazałam miejsce, na któe właśnie wysypywałam siano- możecie paść się po całej jaskini i blisko niej. Tu nic wam nie grozi, ale nie możecie się zbytnio oddalać. Moje czary działają tylko w pobliżu. Pamiętajcie, że możecie mnie wezwać.
Oczywiście...
Będziemy pamiętać
Idę spać. A jak wy?
Też. Cieszę si, że możemy ci pomóc. Nie byliśmy dobrze traktowani.
Malam ułożyła się na sianie, a Nak Atru obok niej. Wcicnęłam się obok klaczy. Opowiedziałam im w myślach swoją historię. Wyjaśniłam, czemu nie mogę zdejmować kaptura. Pegazy są bardzo uczciwymi zwierzętami. Obiecały mi, że nikomu nie powiedzą i zmusiły mnie do rzucenia na nie zaklęcia niemowy-nie potrafiły łączyć się myślami z innymi i mówić o mojej tajemnicy nikomu. Zasnęłam, wtulona w granatowe ciało moich przyjaciół. Czułam, że będzie to coś więcej niż zwykłe ,,służę ci". Nie miałam zamiaru robić z nich niewolników.
Rano obudziłam się na sianie. Pegazy pasły się blisko mnie, za rzeczką. Coś poruszyło się za zasłoną bluszczu. W panice naciągnęłam kaptur. Ledwo co, a do jaskini wszedł Kriss. Przestraszyłam się i odwróciłam głowę, wyczarowałam cień. Chyba nic nie widział...
< Kriss? Proszę? >
OD Gabrielle DO Krissa
-Dziękuję. Niezbyt lubię koty. Potrzebne mi potężne zwierzęta do zaganiania Księżyca-szepnęłam. Wskoczyłam zgrabnie na grzbiet smoka.
-Do Księżycowej doliny-wyszeptałam mu w ucho. Potężna bestia biła potężnymi skrzydłami, aż w końcu odetwała łapy od ziemi. Lecieliśmy na północ. Robiło się coraz zimniej. Po kilku chwilach, ujrzeliśmy ją.
-Do Księżycowej doliny-wyszeptałam mu w ucho. Potężna bestia biła potężnymi skrzydłami, aż w końcu odetwała łapy od ziemi. Lecieliśmy na północ. Robiło się coraz zimniej. Po kilku chwilach, ujrzeliśmy ją.
Zniżyliśmy lot. Pod nami ujrzeliśmy stada galopujących pegazów nocy.
-Lądujemy-szepnęłam smokowi. Leciał jeszcze kilka chwil nad ziemią, aż w końcu postawił wszystkie cztery łapy na ziemi. Zeskoczyłam z niego zgrabnie. Potrzebne były mi dwa pegazy nocy. Wybrańców obdarzę wielką mocą i magią. Przed nami pasło się niewielkie stadko. Wszystkie konie podniosły głowy. Wypowiedziałam słowa, które mniej więcej znaczyły; chodźcie ze mną, dzieci nocy. Wzywam was ja, pani księżyca.
Po.tym zdaniu, pegazy zaczęły się cofać. Po chwili obróciły się i pognały na złamanie karku. Została tylko dwójka młodych koni, które chyba były źle postrzegane w stadzie. Klacz i ogier. Wachały się. Stały przed nami dłuższą chwilę. W końcu jednak zrobiły kilka kroków i pozwoliły się dotknąć. Polubiłam je. Bardzo. Wiedziałam, że będzie to początek prawdziwej przyjaźni. Klacz nazwałam Malam, a ogiera Nak Atra. Nie są to czcze imiona, mają swoje znaczenie.
<Kriss??>
niedziela, 11 stycznia 2015
OD Gabrielle DI Krissa
-Chodź, pokażę ci-zaproponowałam.
-Chętnie, dzięki-odpowiedział. Nie szedł koło mnie, bardziej przemykał się pod drzewami. Po kilku minutach drogi, stanęliśmy przed otworem mojej jaskini. Panował w niej półmrok, tylko owoce drzew błyskały, ale nikomu nie przeszkadzały.
-Więc... Chciałeś zamówić broń, tak?
<Kriss?>
-Chętnie, dzięki-odpowiedział. Nie szedł koło mnie, bardziej przemykał się pod drzewami. Po kilku minutach drogi, stanęliśmy przed otworem mojej jaskini. Panował w niej półmrok, tylko owoce drzew błyskały, ale nikomu nie przeszkadzały.
-Więc... Chciałeś zamówić broń, tak?
<Kriss?>
OD Gabrielle DO Ayi
Przeciągnęłam łapą po ostrzu. Aye aż sę wzdrygnęła.
-P-po co ci to-pisnęła.
-Do obierania ziemniaków-odpowiedziałam. Nie zabrzmiało to jednak ani trochę zabawnie. Bardziej złowieszczo.
-Jest czysty. Głupio robisz czyszcząc go-Aye chciała chyba wrócić do siebie.
-Narazie jest czysty... Ale może ty chciałabyś mi przyspożyć roboty, co?-szepnęłam ze złowieszczym uśmiechem. Wadera znów się wzdrygnęła. Zachchotałam. Wstałam i zchowałam sztylet po pochwy.
-Jakbyś potrzebowała czegoś... Albo chciała pożegnać się ze smutkami i szczęściem na zawsze, zapytaj Lucy, gdzie jest moja jaskinia-powiedziałam. Zbierałam się do wyjścia
< Aya? >
-P-po co ci to-pisnęła.
-Do obierania ziemniaków-odpowiedziałam. Nie zabrzmiało to jednak ani trochę zabawnie. Bardziej złowieszczo.
-Jest czysty. Głupio robisz czyszcząc go-Aye chciała chyba wrócić do siebie.
-Narazie jest czysty... Ale może ty chciałabyś mi przyspożyć roboty, co?-szepnęłam ze złowieszczym uśmiechem. Wadera znów się wzdrygnęła. Zachchotałam. Wstałam i zchowałam sztylet po pochwy.
-Jakbyś potrzebowała czegoś... Albo chciała pożegnać się ze smutkami i szczęściem na zawsze, zapytaj Lucy, gdzie jest moja jaskinia-powiedziałam. Zbierałam się do wyjścia
< Aya? >
OD Gabrielle DO Krissa
-Ty też-stwierdziłam. Patrzyłam z zainteresowaniem. Długa chwila ciszy.
-Po co masz sztylety i miecz?
-A jak myślisz? Żeby sobie nimi obierać warzywa. Zastanów się trochę-odparłam sarkastycznie. Prychnęłam.
-Idę do siebie-powiedziałam-jakbyś chciał... nie wiem... jakąś broń czy coś, to Lucy ci powie
<Kriss?>
-Po co masz sztylety i miecz?
-A jak myślisz? Żeby sobie nimi obierać warzywa. Zastanów się trochę-odparłam sarkastycznie. Prychnęłam.
-Idę do siebie-powiedziałam-jakbyś chciał... nie wiem... jakąś broń czy coś, to Lucy ci powie
<Kriss?>
OD Gabrielle DO Krissa
-Witaj-powiedziałam, jakby ostatniego kwandransu nie było. Spojrzałam na smoka.
-Jak ma na imię?
-Bella-odparła Lucy. Podeszłam i zaczęłam ją drapać pod brodą. Smoczyca mruknęła z rozkoszą. Zniżyłam pieszczoty, teraz byłam gdzieś koło jej pierści. Ogon zwierzęcia latał szalenie. Nagle przesunęłam łapę pod pachę smoczycy i lekko nacisnęłam. Przymknęła oczy i zwaliła się na grzbiet.
-No, kto jest dobrym smoczkiem? No kto?
Bella mruczała, bardzo zadowolona i odprężona.
-Wyciąggnij łapę-nakazałam Lucy. Kiedy zrobiła to, o co ją poprosiłam, otworzyłam zaciśniętą pięść. Wysypało się z niej parę zdrapanych, matorych łusek. Alfa spojrzała zdziwiona.
-Będzie linieć. Podaj jej lepiej mięso nafaszerowane grzybami z mojej jaskini, swędzenie nie będzie jej aż tak bardzo dokuczać.
Uśmiechnęłam się do siebie i odeszłam. Nagle usłyszałam za sobą szelest i strzelenie złamanej gałązki. Odwróciłam się i wydobyłam sztylety.
-Pokaż się!-krzyknęłam. Zza krzaków wyszedł basior. Obcy. Ale nie do końca. Coś w nim było, co tkwiło także we mnie.
<Kriss?>
-Jak ma na imię?
-Bella-odparła Lucy. Podeszłam i zaczęłam ją drapać pod brodą. Smoczyca mruknęła z rozkoszą. Zniżyłam pieszczoty, teraz byłam gdzieś koło jej pierści. Ogon zwierzęcia latał szalenie. Nagle przesunęłam łapę pod pachę smoczycy i lekko nacisnęłam. Przymknęła oczy i zwaliła się na grzbiet.
-No, kto jest dobrym smoczkiem? No kto?
Bella mruczała, bardzo zadowolona i odprężona.
-Wyciąggnij łapę-nakazałam Lucy. Kiedy zrobiła to, o co ją poprosiłam, otworzyłam zaciśniętą pięść. Wysypało się z niej parę zdrapanych, matorych łusek. Alfa spojrzała zdziwiona.
-Będzie linieć. Podaj jej lepiej mięso nafaszerowane grzybami z mojej jaskini, swędzenie nie będzie jej aż tak bardzo dokuczać.
Uśmiechnęłam się do siebie i odeszłam. Nagle usłyszałam za sobą szelest i strzelenie złamanej gałązki. Odwróciłam się i wydobyłam sztylety.
-Pokaż się!-krzyknęłam. Zza krzaków wyszedł basior. Obcy. Ale nie do końca. Coś w nim było, co tkwiło także we mnie.
<Kriss?>
OD Gabrielle DO Archera
Usłyszałam wycie. Leżałam na ziemi, starając się przezwyciężyć konwulsje. On był cieniem, ale nie na tyle potężnym... takich nazywa się iluzjonistami mroku-nie wiedzą i nie znają prawdziwego bólu i mocy. Archer nie był przeklęty, był zaklęty. Mógł się tego pozbyć. Odkrył to dopiero teraz... byłby szczęśliwszy, gdyby nie odkrył tego wcale...
<Archer?>
<Archer?>
OD Gabrielle DO Lucy i Archera
Zobaczyłam pochylonych nade mną Archera i Lucy. Basior przemienił się w Cień. Przemienił się w Cień. Dawno nie spotkałam drugiego... Archer był opętany, zaklęty. Lub użył na sobie eliksiru z moją krwią. Był głupcem. Nie ma pojęcia o tak potężnej mocy. Jeśli nie będzie uważał, zabije go to. Wsałam. Oddychałam ciężko. Poczułam, jakby coś nowego wpłynęło mi do krwi. Archer byĺ iluzją, nie był prawdziwym demonem. Buzowała we mnie wściekłość. Prawdziwa furia.
-Gabrielle? Wszystko ok?-zapytała trwożnie Lucy. Chwyciłam za kaptur, tak aby nie spadł. Utwożyłam iluzję czaszki, na wszelki wypadek. Dyszałam.
-Jak śmiałeś...-szepnęłam. Zawiał porywisy wiatr. Peleryna furkotała na moim grzbiecie. Wilki przytuliły się do siebie.
-Jak śmiałeś... przychodzić tu... jako Czarne Odbicie... iluzjonisto Mroku...- powiedziałam tym razem głośniej. Szpont się powiększały. Zęby rosły i nie miściły się w pysku. Oczy zajaśniały szkarłatem. Przez barierę mojego mózgu przebił się zdrowy rozsądek. Powściągnęłam się. W jaskini zapadła ciemność. Dwa wilki wrzasnęły. Rozpięłam pelerynę. Zamknęłam oczy i zdjęłam kaptur. Póściłam się biegiem, walcząc sama ze sobą. Dopadłqm nory między korzeniami drzew. Wczołgałam się. Jaskinia odzyskała światło. Obydwa wilki uciekły, potykając się i skomląc. Ulga. O mało co.
<Lucy?>
-Gabrielle? Wszystko ok?-zapytała trwożnie Lucy. Chwyciłam za kaptur, tak aby nie spadł. Utwożyłam iluzję czaszki, na wszelki wypadek. Dyszałam.
-Jak śmiałeś...-szepnęłam. Zawiał porywisy wiatr. Peleryna furkotała na moim grzbiecie. Wilki przytuliły się do siebie.
-Jak śmiałeś... przychodzić tu... jako Czarne Odbicie... iluzjonisto Mroku...- powiedziałam tym razem głośniej. Szpont się powiększały. Zęby rosły i nie miściły się w pysku. Oczy zajaśniały szkarłatem. Przez barierę mojego mózgu przebił się zdrowy rozsądek. Powściągnęłam się. W jaskini zapadła ciemność. Dwa wilki wrzasnęły. Rozpięłam pelerynę. Zamknęłam oczy i zdjęłam kaptur. Póściłam się biegiem, walcząc sama ze sobą. Dopadłqm nory między korzeniami drzew. Wczołgałam się. Jaskinia odzyskała światło. Obydwa wilki uciekły, potykając się i skomląc. Ulga. O mało co.
<Lucy?>
OD Gabrielle DO Lucy
-Nie mogę ci tego powiedzieć. Wystarcz, że gdybyś ujrzała mnie bez kaptura, wbrew mojej woli, zginęłabyś w męczarniach. Nie wiem, kiedy przyjdzie czas. Może za dwa miesiące, może za rok, a może nie za twojego życia, tylko panowania twoich prawnuków. Nie wiem. Muszę się ukrywać. Nie ważne czemu.
<Lucy?>
<Lucy?>
OD Gabrielle DO Lucy
Piękna, rzeźbiona rączka i metalowe ostrze. Dorobiłam również futerał.
< Lucy? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.jpg)
